Catering

6 czerwca, 2016 . Ilona Kozłowska

Każdy z nas gdzieś pracuje i na co dzień styka się z klientem. Bezpośrednio lub pośrednio, nie ważne, ale kontakt z klientem ma. W swojej pracy staramy się zrobić wszystko, by zadowolić naszego klienta, zdobyć nowego, a gdy już zdobędziemy, to dbamy o niego tak, jak najlepiej potrafimy! Żeby zdobyć klienta trzeba się odpowiednio postarać. Branża gastronomiczna jest o tyle specyficzna, że ciężko złapać klienta na ulicy. Często firmy cateringowe powiedzmy, że zdobywają swojego klienta, po przez polecenie, po przez stronę internetową i zdjęcia zamieszczane na portalach społecznościowych i na stronie. Często jest tak, że zamawiający nie ma wyboru, gdyż dany obiekt ma podpisaną umowę z firmą cateringową, która ma wyłączność na organizację cateringu na danym obiekcie. Pomyśleliście sobie, że to dobre rozwiązanie? Z jednej strony tak, ale ma to też kilka wad. Głównie związanych z finansami.

Tak naprawdę nie ma znaczenia skąd firma cateringowa pozyskała nowego klienta. Radość z początku jest ogromna, pokazują się z jak najlepszej strony, oferta niemalże idealna, ale co zrobić by czar nie prysnął? Jeśli chcecie spotkać się ze swoim pozyskanym klientem raz jeszcze z pewnością nie róbcie tego, co poniżej wymieniłam.

Jak stracić klienta w 5 minut? Oto przepis.

No może nie w 5 minut, bo gdy już realizacja się rozpoczęła, nie mamy zbyt wielu możliwości wycofania się, ale zawsze można starać się poprawić relację z zamawiającym i mówiąc prostym językiem udobruchać go, a raczej starać się zrobić wszystko, by zostało to między cateringiem a zamawiającym, no i lepiej w tym momencie skulić jednak ogon.

Brief? A co to jest?

Jeśli firma cateringowa nie trzyma się ustaleń, zawsze powołujemy się na korespondencje mailową lub umowę. Jednak wpadki się zdarzają i maile potrafią się zagubić – to częste tłumaczenie firmy cateringowej. Skutecznie można tym wkurzyć klienta i jest to pierwszy minus, który lepiej, żeby się nie powiększył. No tak, ale przecież Ty chcesz stracić tego klienta. Idźmy dalej…

Halo! Kelner! Jesteś tu?

Brak posiłku na czas, zero obsługi, a jak już jest, to w wielu wypadkach ma czapkę niewidkę. Kolejny minus i kolejny krok do skutecznej utraty i niezadowolenia klienta. Uwierzcie mi, że wydzwanianie do szefa, co 5 minut nie jest ulubionym zajęciem zamawiającego.

Na którą ta imprezka?

„Szczerze mówiąc, był ktoś przeznaczony dla Państwa, ale nie wiemy gdzie on jest.” No cóż nie ma to jak kontrola nad swoimi pracownikami. To jest właśnie to, czego klient oczekuje. Kolejny strzał w kolano. Samowolka w pracy, przecież impreza sama się zrobi.

Strój? A to wymagane?

Obsługa się znalazła? Super! Jednak Wam zależy, ale zaraz… Dlaczego oni nie mają odpowiedniego stroju i wyglądają jak po nocnej alkoholowej imprezie? Wiecie, że Sanepid bardzo tego nie lubi i po jednym telefonie zjawiają się w 10 minut? Chyba nie trzeba nikomu przypominać, jak powinien być ubrany kelner. T-shirt plus jeansy i jakieś adidask? Przepiękny widok, oczy klienta są zachwycone, a tak prawdę mówiąc gotuje się od środka i już szykuje wypracowanie, które wyśle drogą mailową do szefostwa firmy cateringowej.

Kasty na salony!

W firmie zabrakło tac, ale przecież są brudne kasty. Gdyby ktoś nie wiedział, kasty to skrzynki plastikowe, w których przenosi i przechowuje się naczynia i inne elementy cateringowe. Głównie służą do przewozu naczyń i zebrania do nich brudnych naczyń na cateringowym zapleczu, ale niektóre firmy przy gościach wnoszą je na salę i zbierają naczynia. Przecież nikomu to nie przeszkadza. Brawo! W zasadzie w kasty włoży się więcej naczyń niż na tacę. Zbliżasz się do sukcesu.

Czegoś zabrakło?

Zabrakło jedzenia? No tak, jak goście nakładali sobie po 3-4 porcje, to tak mogło być. „Miało być wydawane przez obsługę? Próbowaliśmy, ale goście nie rozumieli.” No cóż rozwiązań jest sporo, ale, po co, jak można w skuteczny sposób dać komuś darmowy catering – tu akurat na plus dla zamawiającego. Jednak takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Goście osoby zamawiającej są najważniejsi, ale w końcu lubisz tracić klientów, prawda? Dodam do tego jeszcze estetykę potraw. Jak wiadomo ludzie jedzą wpierw oczami, a później ustami.

Przeszkadzały w czymś te brudne naczynia?

Przecież brudne naczynia to element nowoczesnego designu. Ładnie wyglądają na stole tak rozrzucone i brudne. Po co komuś miejsce i porządek? Bo za to zapłacił zamawiający! Jesteś bliski sukcesu i dyplomu skutecznej utraty klienta.

Ale, o co Pani/Panu chodzi?

Nie wyznawaj zasady „klient nasz pan” i twardo obstawaj przy swoim, że catering był zrealizowany zgodnie ze standarami i ustaleniami? Przepraszam zgodnie, z czym? Przecież według firmy cateringowej nie było ustaleń, bo mail dostarczyła sowa do Hogwartu, a tam przecież tyle magii.

Gratulacje straciłeś swojego zdobytego klienta i paru innych, których mogłeś mieć! Módl się, żeby Internet był dla Ciebie łaskawy i pamiętaj, że kryzysy social media wybuchają w weekendy.

To nie jest fikcyjne, takie sytuacje się zdarzają, a firmy cateringowe powinny wiedzieć, że przy tak sporej konkurencji nie wolno iść powyższą drogą.

„Amatorzy karmią się nadzieją. Profesjonaliści pracują.”

Garson Kanin