Catering

18 maja, 2015 . Ilona Kozłowska

Restaurant Week to gastronomiczne święto i smakowy zawrót głowy. Dla tych, którzy kochają restauracyjne jedzenie i kuchenne inspiracje czas Restaurant Week to podróż po wielu ciekawych restauracjach i poznanie nowych smaków.

Czym jest Restaurant Week?

To wymiana kulinarnych doświadczeń i odkrywanie nowych lokali na poznańskiej mapie gastronomicznej. Jest to idealny czas na pokazanie kreatywności restauratorów oraz szefów kuchni. Restaurant Week dla odwiedzających oznacza tygodniową przygodę smakową w restauracjach za jedyne 39 PLN. Każda restauracja biorąca udział w RW przygotowała specjalne menu, które składa się z delikatnej przystawki, dania głównego oraz deseru. Rzadko zamawiamy 3 daniowy zestaw, staramy się jeść szybko i nie zwracamy uwagi na wiele elementów. Powodów dla, których tak robimy jest mnóstwo, dlatego warto skorzystać, dobrze zjeść i poznać nowe miejsca do wspólnych spotkań z przyjaciółmi.

Mój Restaurant Week rozpoczął się w jednej z poznańskich restauracji przy Placu Wolności – Restauracja Toga. Przyznam, że byłam tam pierwszy raz i była to propozycja mojego przyjaciela. Nie protestowałam, choć gdybym miała większy wybór z pewnością bym to zrobiła. Rezerwacje znikały bardzo szybko, ludzie rezerwowali miejsca na 2 dni przed wizytą w lokalu, stąd też brak możliwości większego wyboru restauracji.

Po przybyciu do Togi i miłym przywitaniu, kelnerka wskazała nam nasz stolik. Zapytała czy mieliśmy rezerwację Restaurant Week i na tym zakończyła się wstępna weryfikacja. Na stole, przy którym mieliśmy usiąść znajdował się ogromny wazon z gałęzią bzu. Wyglądało to prześlicznie, jednak nie było to praktyczne i przeszkadzało w konsumpcji. Kelnerka zareagowała dość szybko ściągając wazon ze stołu. Jednak dyskomfort pozostał. W miejscu, gdzie stał wazon pozostało sporo wody, która kapała na podłogę. Pech chciał, że moja torebka zawieszona na fotelu również została zmoczona.

Otrzymaliśmy kartę z napojami oraz informację, że za kilka minut podadzą przystawkę. W karcie próbowałam odnaleźć wina. Zajęło mi to sporo czasu, ponieważ karta była wypisana ręcznie i nie była schludna ani przejrzysta. Karta nie była jednolita, co wprowadzało chaos. Po kilku minutach kelnerka zjawiła się po zamówienie no i tu się zaczęło … Poprosiłam o świeżo wyciskany sok z pomarańczy, kieliszek białego wina i lemoniadę. Poszło sprawnie, po 5 minutach otrzymaliśmy zamówione napoje i kieliszek do wina. Moje oczy w momencie ujrzenia kieliszka były w wielkim szoku. Kieliszek do wina, nie był wypolerowany, posiadał mnóstwo odcisków palców, co odrzucało od razu. Sok z pomarańczy zawierał mnóstwo miąższu, pestki (!) i słomkę. Czas na moje ulubione … Kelnerka przyniosła wino i po prostu nalała mi kieliszek wina! Nie mam pojęcia, jakie wino piłam. Nie została pokazana mi etykieta. Kelnerka nie zapytała, jakie wino preferuję, ani nie zaproponowała żadnego wina. Po prostu nalała takie jakie przyniosła. Somelierzy ratujcie!

Zanim dotarła do nas przystawka, miałam ochotę opuścić lokal. Panie i Panowie podano sałatkę z „zapuszczonego trawnika”. To naprawdę był zapuszczony trawnik. Sałata przepyszna, wyglądała smakowicie, była kolorowa. Jednak i tu mały minus się wkradł. Niedopuszczalne jest żeby podać sałatkę ze środkiem sałaty! Tak, z tą twardą częścią sałaty, którą wszyscy wyrzucamy. To było przykre doznanie smakowe. Ten jeden element zaważył na tym, że zamiast 10 punktów za przystawkę dałam 7.

Przyszedł czas na danie główne. Faszerowana polędwica z koniny z warzywami i rabarbarem. Brzmi pysznie i takie też było. Konina idealnie wysmażona. Mięso było delikatne, warzywa przygotowane fantastycznie. Dla mnie jednak polędwica zawierała więcej farszu niż mięsa. Moja punktacja za to danie 9/10 punktów. Wyglądało pysznie, talerz był estetyczny i przyciągał uwagę. Moje oczy najadły się samym widokiem. Porcja była idealnie dopasowana. Nie była zbyt mała, ani zbyt duża.

Chwila odpoczynku i czas na deser. Nie było to nic specjalnego. Truskawki podane z pieprzem mielonym, sosem balsamicznym i cukrem pudrem. Jak kto woli, na ostro lub na słodko. Nawet nie wyglądało to apatycznie. Truskawki delikatnie poobijane. Wersja z pieprzem nie przypadła mi do gustu, ale połączenie truskawki z sosem balsamicznym i cukrem pudrem nie było najgorsze. Ocena za deser 5/10 punktów.

Przewidziany czas na konsumpcje to 90 minut. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia czy byliśmy tam dłużej czy nie. Nikt chyba tego nie kontrolował. Kelnerka poproszona o rachunek za napoje, spytała czy mam wydrukowany bilet, a jeśli nie to czy mogłabym przesłać go na skrzynkę mailową restauracji. Weryfikacja nawet pod koniec wizyty. Spodobało mi się to. Widać, że pracownicy restauracji dbają o interes.

Całokształt wizyty oceniam na 7/10 punktów. Obsługa była delikatnie zestresowana, ale miła i uśmiechnięta, a to ważne. Zainteresowanie nami było już od momentu wejścia do restauracji. Mimo kilku plusów restauracji, raczej nie wrócę do niej. Sam klimat miejsca też mnie nie przekonał do kolejnej wizyty.

Restaurant Week to czas na poznanie nowych miejsc i wyrobienie sobie opinii. Zdaje sobie sprawę, że nie każdy zwraca uwagę na szczegóły jednak dla naszego komfortu warto poświęcić kilka minut na przyjrzenie się szczegółom. Warto delikatnie zwrócić uwagę obsłudze, nie po to by ich upokorzyć, ale po to, żeby pomóc im ulepszyć pracę i usługę. W końcu ma to być wspólna korzyść. Restauracja ma przyciągnąć gości i zarobić, a my mamy poczuć się dobrze, przyjemnie smacznie zjeść i być dobrze obsłużonym.

Nie ma to znaczenia czy to jest bar, restauracja czy food truck … wszędzie trzeba zadbać o komfort swojego gościa. To punkty gastronomiczne są dla nas, a nie my dla nich.

Czekam już na kolejna edycję, by móc sprawdzić inne ciekawe miejsca.