Catering

10 lutego, 2015 . Ilona Kozłowska

„Nie znasz życia, jeśli nie pracowałeś w gastro” to przysłowie zna każdy, kto nawet delikatnie otarł się o branżę gastronomiczną, a nawet eventową. To stwierdzenie mówi wszystko. Jest wyrazem tego, że gastronomia to prawdziwa szkoła życia.

Tu nie ma szpileczek, ładnych, kolorowych paznokci, make up’u, ślicznego koczka. Tu nie ma spania i odpoczynku. Spotkasz się z aprobatą lub chamstwem, na które szybko przestaniesz reagować. Kochasz lub nienawidzisz, ale i tak w tym tkwisz, bez względu na wszystko!

Tkwisz, bo? Bo warunki finansowe są całkiem spoko, bo w pewnym momencie zaczyna to być całym Twoim życiem, bo nie potrafisz tego rzucić. Halo, halo gastro uzależnia! Uzależnia tak bardzo, że budzisz się mając 40 lat i stwierdzasz, iż nadal jesteś szefem kuchni, kelnerem, barmanem, specem od eventów, melanżownikiem i … gastronomicznym wampirem! Robisz coś z tym? Nie! Bo już Ci z tym dobrze, już jesteś do tego przyzwyczajony. Kochasz to i jednocześnie nienawidzisz za to, że to jedna z niewielu prac o nienormowanym czasie pracy. Nienawidzisz za to, że nie możesz się wyspać, bo nie ma na to czasu.

Tu nie odbębnisz swoich 8 godzin i nie pójdziesz do domu. Nie zrzucisz na nikogo swojej pracy. Mało? Nawet, jeśli po 12 godzinach skończyłeś pracę w swojej firmie, to z chęcią pójdziesz pomóc komuś innemu. Chore? Nie, to uzależnienie. Ta praca jest po części swobodą. Ona jest przyjemna, ale trzeba ją sobie poukładać. Trzeba wiedzieć, gdzie i za jaką stawkę. Jedni mówią, że gastro to w pewnym sensie spełnienie marzeń. Może ciężko to zrozumieć, ale coś o tym wiem.

Zaczynasz studia, musisz się utrzymać i szukasz pracy. Musisz mieć taką pracę, żeby dostosować ją do własnych zajęć na uczelni. Składasz CV do restauracji, pubu, hotelu. Po tygodniu dostajesz informację o zatrudnieniu. Dogadujesz szczegóły i zaczynasz. To jest ten magiczny moment. Już wiesz, że nie będzie łatwo. Już wiesz, że nie będzie snu, już wiesz, że poznasz życie takie, jakiego nie znałeś. Poznasz wiele ciekawych smaków, ludzi, miejsc. Poznasz potrzeby i oczekiwania klientów. Poznasz chamstwo i cwaniactwo, ale będziesz mieć swoją klientelę, która odwdzięczy Ci się za Twoją pracę.

Po kilku tygodniach gastro życia, Twój organizm zaczyna inaczej funkcjonować. Śpisz w dzień w nocy pracujesz. Nawet jak masz wolny dzień czy wieczór, to nie zaśniesz wcześniej niż 2-3, a czasem 4-5. Wystarczą 3-4 godziny snu i czujesz się jak nowo narodzony. Magia? Jasne, że tak. Mało tego, przyzwyczajasz się do imprezowego trybu życia. Dlaczego? No przecież całe gastro to jedna wielka impreza. Ciężka i przyjemna praca. Zarabiasz i imprezujesz. Zwiedzasz i zarabiasz. Poznajesz ludzi – zarabiasz. Fajnie?

Sama nie mogę się uwolnić od tego świata. Byłam w nim od dziecka i mimo podjęcia kilku prób ucieczki, to nie potrafię tego zostawić definitywnie. Zawsze wracam i przepraszam, że próbowałam odejść. Teraz mój świat gastro jest zupełnie inny niż ten, który był kilka lat temu, ale nadal jest mój, nadal go kocham i nadal chcę w nim być.

Gastronomiczny czy eventowy wampiryzm to piękne określenie. Nie chodzi tu tylko o bezsenność i przestawienie się na nocny tryb życia. My wysysamy z tego świata to, co najlepsze. To w dużej mierze od nas zależy, co ludzie zjedzą, co wypiją i jak się będą bawić. To my znając potrzeby klienta kreujemy trendy i standardy. To my narzucamy nowe smaki i koktajle. To my wiemy, co Tobie dać byś bawił się świetnie. Wiemy też, jak na wampira przystało, gdzie zaczepić kły. Oj nie bierzcie tego tak do siebie. To normalne. Każdy wampir wie, co dla niego najlepsze.

Wejdź do świata gastro i poznaj go. Drzwi są otwarte. Wystarczy chcieć przez nie przejść, ale pamiętaj trudno znaleźć drogę powrotną.