3 września, 2014 . Ilona Kozłowska

Od kilku lat pracuje przy eventach, zawsze byłam osobą, która pomagała przy wielu rzeczach, ale nie miałam kontaktu z klientem, nie tworzyłam oferty eventowej, nie wiedziałam jak samodzielnie zrobić dobry kosztorys imprezy, jak ją poprowadzić. Inaczej! Wiedziałam jak to zrobić, ale nie do końca wierzyłam w siebie. Tak, to głupie, teraz to wiem. Zawsze należy wierzyć w siebie. Pamiętam to jak dziś, kiedy otworzyłam firmowego maila i znalazłam w nim zapytanie o organizację dnia dziecka na 800 dzieci i 1000 dorosłych. Pomyślałam sobie SZOK! Tyle osób na mój pierwszy samodzielny event?

W głowie miałam tysiąc myśli na minutę, chciałam oddać tą imprezę innej firmie, nie wiedziałam jak skonstruować maila z odpowiedzią. W końcu ochłonęłam, usiadłam i pomyślałam trzeźwo! Jak nie teraz to, kiedy? Spisałam sobie punkt po punkcie, co muszę zrobić, nakreśliłam na kartce swoje pomysły, stworzyłam program imprezy, pomyślałam o upominkach dla najmłodszych. W między czasie robiłam pełno zmian, aż w końcu powstała cała oferta, którą mogłam przedstawić klientowi. Oferta wysłana, dałam czas klientowi na zapoznanie się z nią i 3 dni później pojechałam na spotkanie dogadać szczegóły imprezy. Spotkanie trwało ok. 2 godzin. Ustaliliśmy wszystko, co potrzebne, dostałam akceptacje na wykorzystanie budżetu, na upominki dla dzieci, na przewidziane atrakcje.

Po powrocie do domu nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje, że ta impreza dojdzie do skutku i będzie to mój pierwszy samodzielny event, który poprowadzę od początku do końca! Tego dnia nie zrobiłam już nic więcej tylko cieszyłam się z tego, co będzie mnie czekało 2 miesiące później.

Setki wykonanych telefonów, podpisanych umów, utworzenie ostatecznego programu imprezy, przygotowanie terenu pod wydarzenie i czas START! Nadszedł dzień realizacji mojego eventu. Byłam zdenerwowana, chciałam żeby wszystko było tak jak być powinno, podwykonawcom wskazałam miejsce rozłożenia atrakcji, dj’owi pokazałam jego małą scenę, firmie cateringowej udostępniłam namiot. Kiedy to wszystko powoli powstawało ja coraz bardziej robiłam się spokojna. Godzinę przed startem Dnia Dziecka znowu poczułam stres, ale taki inny niż ten, który towarzyszył mi podczas przygotowywania imprezy. Pomyślałam wtedy, „co ma być to będzie! Odwrotu już nie ma”. Goście zaczęli się schodzić, muzyka zaczęła grać, konferansjer przywitał gości i 5 godzin imprezy zleciało jak mgnienie oka. Byłam wymęczona i dumna z tego dnia, z tej imprezy. Ona dała mi jeszcze większą siłę, by tworzyć i kreować wydarzenia. Czułam niesamowitą radość po zakończonej imprezie, a pozytywne opinie dyrekcji firmy napełniły mnie pozytywną energią.

To był przełomowy moment w moim życiu, dziś też podchodzę z emocjami do eventu, ale są już one inne. Dziś mam wszystko poukładane i sprawniej mi to idzie, ale każda impreza jest inna i wierzę, że przyjdzie taki moment, kiedy znów poczuję te same emocje, co przy pierwszym evencie.